bordel Gdynia

bordel Gdynia

Dawno, dawno temu stał przy rynku we Franfurcie nad Menem wielki dom towarowy. Pewnego dnia w dzień targowy, kiedy na rynku było bardzo dużo ludzi, a na berlinkach, jak byto zwyczaj, przysiedli sobie przed drzwiami sklepu, siedzieli tam sobie i zamieniali z klientami, którzy wchodzili i wychodzili, kilka miłych słów. Jak wiadomo, znajomość i utrzymywanie przyjaznych stosunków z klientelą jest równie ważne w dobrym handlu jak dobry i piękny towar.

Zygfryd Schmid: Wzór kupieckiej uprzejmości

Zaiste, we Frankfurcie nikt nie umiał pozyskać sobie ludności tak szczerą uprzejmością jak Zygfryd Schmid. Był to poczciwy człowiek. Przebywanie z nim dodawało otuchy, jak gdyby napił się dobrego wina. Takim też był jako kupiec. Można było zawsze z nim gadać po przyjacielsku, jak w razie potrzeby, także targować się. Ale co najważniejsze, znał każdemu dogodzić. Przyjmując serdeczne życzenia i dobre rady w zamian za przyjazne przyjęcie, czynił w ten sposób pan temu i pan owemu poważną przysługę.

Codzienne rozmowy przy sklepie

Bogaty obywatel staromiejski lubił się przysiąść do nich, gdy przechodził koło sklepu, ‘Johann, jak się masz, panie Schmid! Oddawna już byłem u pana. Czy żona pana i dzieciaczki zdrowe?’ pytał mieszczanin, który na takie spotkanie z sąsiadem miał zawsze czas. – ‘Dzięki Bogu, panie Schimmel, a jak tam u pana? Zdrowi są żona i dzieci? – po córkę lekarko trzeba było posłać do Metz w sprawie wychowawczej, ale teraz już zdrowe, odpukać. – Jakby tam wiatr zmienił na zimny…’

Życie handlowe Frankfurtu

Takie rozmowy i tysiące podobnych były codziennym obrazkiem przy wejściu do sklepu. Ale my przenieśmy się dalej, bo oto stajemy u progu samego sklepu, wprost biurowego okienka kasowego.

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *