Prokuratura uznała, że bordel w Pułtusku przyjmował znane osobistości z życia politycznego, dziennikarzy i urzędników. Sprawa dotyczy ośmiu osób, w tym polityków z ramienia różnych partii. Centralne Biuro Śledcze Policji przekazało prokuraturze opinię, że w ciągu ostatnich kilku lat w bordelu doszło do szeregu przestępstw karalnych z przepisów o prostytucji. Jednakże prokuratura postanowiła umorzyć sprawę, nie wszczynając dalszego śledztwa.
Właściciele i pracownicy tej instytucji potwierdzają, że goście z wyższych sfer odwiedzali miejsce. To zapewne tłumaczy, dlaczego burdel był czynny przez tak długi okres bez interwencji – podkreślają. Ale specyfika działalności wymaga dyskrecji i ta informacja dla bezpieczeństwa klientów nigdy nie może zostać ujawniona i pozostanie tajemnicą.
Wiadomości o tej opinii prokurator Agnieszka Kłak w rozmowie z Newsweekiem określiła jako niedopuszczalne, a odpis dokumentu który wyciekł do mediów – jako dramatyczny. W ocenie śledczych CBŚP w ośrodku koło Pułtuska miały miejsce m.in. orgie z udziałem polityków oraz prostytucja nieletnich. Takie rewelacje zdenerwowały wielu dziennikarzy.
Jak informuje “Newsweek”, prokurator z Warszawy, Agnieszka Kłak, która w zeszłym roku była oskarżona o przyjęcie ponad 80 tysięcy złotych łapówek, mimo tego objęła stanowisko zastępcy dyrektora Komisji Europejskiej w Brukseli. W związku z tym wysłany został list z Brukseli.
Otrzymaliśmy pismo w tej sprawie. Jest już w zasadzie opracowane stanowisko komisji i będzie można się do niego odnieść formalnie – powiedziała rzeczniczka Międziewska.
Bruksela skomentowała całą sytuację jako pranie brudów, które stawia w złym świetle polskie służby i może mieć negatywny wpływ na karierę polityczną zaangażowanych osób.
*TAGS* – dom publiczny w Pułtusku, afera polityczna z prostytucją, prominentni klienci burdelu, pranie brudów Pułtusk, śledztwo CBŚP, reakcja Brukseli, korupcja w instytucji